Zdjęcia francuskich policjantów zdzierających burkini z kobiety na plaży w Nicei przypomniały mi najgorsze tradycje walki z modą kobiecą - zamachowcy Pinocheta, zetempowscy aktywiści, irańscy "strażnicy Rewolucji" czy poczciwi żandarmi z St Tropez, unieśmiertelnieni serią komedii z de Funesem, wszyscy mieli swoje zasady, co kobiecie wolno odsłonić i zasłonić, i mniej lub bardziej brutalnie to egzekwowali.

Już co najmniej pięć francuskich kurortów zabroniło pojawiania się na plaży w burkini
...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej