- Wierzysz w świat bez nienawiści? - pytam Raisa. Nawet tu, w sytym Teksasie, gdzie wojny nie doświadczano od XIX wieku, widać, że o pokój trudno. Rozmawiamy w Dallas, miasto jest w żałobie. Dzień wcześniej w samym centrum czarnoskóry weteran Micah Johnson polował na białych policjantów. Zabił pięciu, ranił kolejnych siedmiu i dwóch cywilów. Strzelał podczas demonstracji zorganizowanej przez ruch Czarne Życie ma Znaczenie. Protestowano przeciw podszytej rasizmem brutalności amerykańskich stróżów prawa (młodzi czarnoskórzy Amerykanie są dziewięć razy bardziej narażeni na śmierć z rąk policji niż ich biali rówieśnicy).

Rozmawiamy 9 lipca, nie upłynął nawet miesiąc od największej masakry w historii USA (w Orlando Omar Mateen, Amerykanin afgańskiego pochodzenia, w klubie gejowskim zamordował 49 osób, w większości Latynosów). Na drobne akty przemocy - strzały na przedmieściach, domowe...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.