- Wierzysz w świat bez nienawiści? - pytam Raisa. Nawet tu, w sytym Teksasie, gdzie wojny nie doświadczano od XIX wieku, widać, że o pokój trudno. Rozmawiamy w Dallas, miasto jest w żałobie. Dzień wcześniej w samym centrum czarnoskóry weteran Micah Johnson polował na białych policjantów. Zabił pięciu, ranił kolejnych siedmiu i dwóch cywilów. Strzelał podczas demonstracji zorganizowanej przez ruch Czarne Życie ma Znaczenie. Protestowano przeciw podszytej rasizmem brutalności amerykańskich stróżów prawa (młodzi czarnoskórzy Amerykanie są dziewięć razy bardziej narażeni na śmierć z rąk policji niż ich biali rówieśnicy).

Rozmawiamy 9 lipca, nie upłynął nawet miesiąc od największej masakry w historii USA (w Orlando Omar Mateen, Amerykanin afgańskiego pochodzenia, w klubie gejowskim zamordował 49 osób, w większości Latynosów). Na drobne akty przemocy - strzały na przedmieściach, domowe zabójstwa - już dawno przestano zwracać uwagę.

- Wierzysz, że świat bez nienawiści jest możliwy? - dopytuję. Rais patrzy spokojnie dużymi brązowymi oczami. Białko prawego oka przeszywa fioletowa blizna.

Masakra w Orlando. Czas samotnych wilków



Boże, błogosław Amerykę!

- O nie, znowu napad! - pomyślał Rais na widok mężczyzny ze strzelbą zbliżającego się do kasy.

Na stacji benzynowej pracował od trzech miesięcy, a już zdążyli go dwukrotnie obrabować. Gdy za pierwszym razem zobaczył dwudziestolatka z bronią, pomyślał, że pewnie chce ją sprzedać. "Dużo chcesz za tę spluwę?" - spytał uprzejmie, bo nie mieściło mu się w głowie, że w najbogatszym kraju świata można zabić ot tak, w biały dzień, dla paru dolarów. Dopiero gdy gość przystawił mu pistolet, zrozumiał, że to nie przelewki.

Teraz nauczony doświadczeniem już chciał otworzyć kasę, ale trzydziestolatek w bandanie nie przyszedł po pieniądze. - Skąd jesteś? - spytał tamten. Nim Rais zdążył odpowiedzieć, tamten wystrzelił mu w twarz. - Boże, błogosław Amerykę! - krzyknął, naciskając spust.

Był 21 września 2001 roku, Mark Stroman polował na Arabów. Chciał się zemścić za atak na World Trade Center. Pięć dni wcześniej zabił 46-letniego sprzedawcę ze sklepu spożywczego (nim go aresztują, zastrzeli w całodobowym jeszcze jednego człowieka). Żadna z ofiar nie miała arabskiego pochodzenia. Stroman, biały Teksańczyk bez stałego zajęcia, nie wchodził w szczegóły. By zginąć, wystarczył ciemniejszy kolor skóry.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej