Mocno pan powiedział.

- Nigdy bym sobie na to nie pozwolił, gdybym wiedział, że będzie to upublicznione. Ale na tym placu było gigantyczne napięcie...

Pan nie wiedział, że politycy PiS to nagrywają?

- Trzy dni później siedzę przy biurku w urzędzie, przychodzi pracownik i mówi: "Panie dyrektorze, jest pan na filmiku w internecie". Zbladłem. Włączam... Usłyszałem, że "umieram"... Co niestety jest faktem, ale człowiek nie wygłasza takich rzeczy publicznie, bo po cholerę.



28 czerwca, plac Mickiewicza w Poznaniu, za chwilę zaczną się uroczystości 60. rocznicy poznańskiego Czerwca '56. Krzysztof Szczerski, sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy, i wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann z PiS naciskają na pana, by na plac weszło wojsko. Pan chce mieć na piśmie, że wojsko nie odczyta apelu smoleńskiego. Wojewoda: "A jak za dwa lata pan nie będzie dyrektorem, to co?". Pan: "Coś mi pan sugeruje?". Wojewoda: "Tak, sugeruję panu, niech się pan zastanowi". Pan: "Panie, ja akurat już umieram, więc mi to powiewa. Nie musi mi pan grozić".
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej