11 lipca, 4.41. Kolejny skok, trzeci w tym roku na tokijskiej stacji Shin-Koiwa. Młody mężczyzna odbiera sobie życie pod rozpędzonym Narita Express nr 33. Chłopak ps. "Laine" w kilku miejscach pisał, że się zabije. Na Twitterze:

14.19 "Czekam na Shin-Koiwa".

14.29 "Następny ekspres jest jakoś 40 po?".

14.32 "Yukimi-chan, przepraszam". (Yukimi Sajo, którą przeprasza, to jego "ukochana", postać w jednej ze społecznych gier. Ma 10 lat, 137 cm wzrostu i waży 30 kg. Trudno ją zdobyć. Jemu się udało).

14.35 "Nie starczy mi odwagi!".

14.39 - zdjęcie torów i peronu.

Na żaden z wpisów nikt nie zareagował. Zero "lajków", zero "podania dalej".

W tym samym czasie "Laine" pisał także na forum 2ch. W anonimowym wątku, gdzie ludzie wyrzucają swoje frustracje, zwierzają się ze swoich wstydliwych problemów.

14.24:27 "Jeszcze jakieś 20 minut?".

14.24:44 "Jestem NEET po gimnazjum, obojętnym obserwatorem". (NEET - Not in Education, Employment or Training. Czyli: bez wykształcenia, zatrudnienia i doświadczenia. Tak jak 560 tys. młodych Japończyków).

14.25:04 "Skooczę, skooczę, skoczę aaaaaa".

14.25:06 "Good bye, papa. Forever, mama. (Żegnaj tato, na zawsze mamo)".

Stacja Samobójców

Najwięcej samobójstw w Tokio popełnianych jest na stacjach Nishi-Hachioji i Shin-Koiwa. Na każdej z nich pod pociąg skacze kilka osób rocznie. Ostatnio w mediach za najlepsze miejsce do odebrania sobie życia uznawana jest Shin-Koiwa. Stację mija rozpędzony do 130 km/godz. ekspres na lotnisko Narita. Nie ma tu zakrętów, pociąg nie zwalnia przy stacji. Japończycy nazywają ją "Stacją Samobójców".
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej