Ćwiczę od piątej klasy podstawówki. Na siłownię chodzę od 12 lat. Pierwszy raz o sterydach usłyszałem właśnie tam - opowiada Michał, zawodnik MMA (mieszane sztuki walki), trójboista i trener personalny. - Mój kolega wiele lat temu był w kadrze juniorów pewnej dyscypliny. Dzieciaki miały po 11-12 lat i już wtedy rodzice musieli podpisać papier, że zgadzają się, że będą brały jakieś wspomagacze. Inny kolega, też w kadrze, bierze. Tam wszyscy biorą. Mają lekarza, który rozpisuje im cykle i daje recepty. Świetnie się zna, bo sam bierze. Myślę, że bierze ponad połowa zawodników wszystkich dyscyplin.

Ja nigdy nie brałem. Po pierwsze, uważam, że trzeba grać fair. Sterydy to pójście na łatwiznę. Sztuką jest zbudować sylwetkę i siłę dzięki diecie i treningowi. Poza tym boję się skutków ubocznych. Słyszałem historie: ktoś nie zrobił odbloku po cyklu i miał problemy ze wzwodem przez pół roku....
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.