Paradowska mówiła, że nikt tak nie dostał w tyłek jak Pawlak.

- Nie rozpamiętuję.

"Cyborg". "Robot". "Człowiek z drewna". "Terminator". Bolało?

- Trochę. Tłumaczyłem sobie, że to chwyty. W Polsce zawsze próbują ci stawiać bariery, jeśli przychodzisz spoza szacownego grona.

Spoza?

- Na przykład ze wsi. Rodzice mieli wykształcenie podstawowe, dziadek jeszcze mniej - skończył cztery klasy, ale w kółko czytał książki, pokazywał mi atlasy i powtarzał, że oprócz codziennego tyrania w polu jest jakiś ciekawy świat. Potem niby studiowałem w Warszawie, ale na politechnice, czyli uczelni, która nie dawała łatwej przepustki na salony. Moje inżynierskie wykształcenie sprawiało zresztą sporo kłopotów, bo skłaniało do konkretnego myślenia, a w polityce spotkałem się ze zjawiskiem, które można nazwać ugniataniem mgły. Czasem z tej mgły nic się nie wyłoni, a czasem coś bardzo ciekawego i trzeba to szybko złapać. Trudne było zderzenie z osobami, które potrafiły potoczyście mówić. Geremek. Mistrz retoryki. Mówił swobodnie, z odpowiednią intonacją, był sugestywny. Miałem 30 lat i podejmowałem polemikę, bo nie wiedziałem, że nie wolno. Chłopak po studiach samochodowych ma inne zdanie niż Geremek?! Inżynierek będzie nam mówił?! Środowiska inteligenckie bywają totalnie zamknięte na inne głosy. PSL długo traktowano jak chłopków roztropków, którzy poza zaoraniem pola niczego nie widzą.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej