Weź udział w konkursie



Królowie nadbużańscy [CZĘŚĆ 1.]



Jak namówiłeś dzieci?

- Pomógł mi sołtys Bubla Starego. Opowiedział rodzicom o projekcie, umówił i ściągnął dzieciaki.

Miałeś wielu chętnych?

- To bardzo małe społeczności. W Bublu-Grannie usłyszałem, że we wsi jest sześcioro-siedmioro dzieci, z których dwoje przyjeżdża tylko na wakacje. W Bublu Starym było ich dziesięcioro, może piętnaścioro, ale nie wiem, czy wszystkie były akurat stamtąd. W Gnojnie - może pięcioro.

Czyli tam prawie nie ma dzieci?

- Nie ma. Zresztą to bardzo łatwo poznać. Sami mieszkańcy powiedzieli mi: "Niech pan jedzie i patrzy po domach - leży piłka, leży łopatka, leżą zabawki, to znaczy, że jest dziecko". Jedziemy, jedziemy, a tam zwykłe wiejskie ogródki, jakieś urządzenia rolnicze, nigdzie nie ma zabawek. Dopiero na końcu wsi na podwórku leżały grabki - tam mieszkały jedyne dzieci we wsi.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej