Zostałeś reporterem, żeby podróżować, czy odwrotnie?

- Gdy byłem 20-latkiem, chciałem pisać jak Andrzej Stasiuk czy Jurij Andruchowycz. Jednak media to co innego. Musisz się dostosować do potrzeb gazety, pisać o tym, co interesuje redakcje. Współpraca z tygodnikami i miesięcznikami zapewniała mi w tym czasie dość pewną, choć skromną egzystencje w podróży. Miałem na transport, jedzenie i dach nad głową. Szybko też pokochałem reporterskie życie. Ta praca nadaje podróży jakiś sens, poczucie, że jestem tu po coś, nawet jeśli oglądam wojny, nieszczęścia i biedę. Obowiązkiem reportera jest o tym opowiedzieć światu, nawet jeśli niewiele to zmieni. Szybko okazało się, że reportaż jest częścią podróży. Z czasem nie byłem w stanie już tego rozdzielić. Człowiek piszący zawsze jest w pracy. Wszystko, co robisz, co widzisz, co ci się przytrafia, jest potencjalną materią literacką.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej