Był weekend i nad morze ciągnął z Berlina weekendowy lajfstajl w odpicowanych dedeerowskich autach. Ciągnęły wypacykowane trabanty, błyszczące wartburgi, simsony - a wszystko w stadach. Kolekcjonerzy jechali nimi na zjazdy albo wspólnie gdzieś nad Bałtykiem obozować na plaży, popytać, jak tam gaźnik, sprzęgło i gdzie najlepszy warsztat dla oldtimerów. NRD, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wyglądało na oswojone i przerobione na nostalgiczny skansen.

Zaraz za mostem na Uznam jechał nad morze facet na elektrycznym wózku inwalidzkim.
Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej