Ja to jestem poglądów takich, że nie uznaję rządów. Królów. Hrabiów. Nic nie uznaję - mówi, choć zapytałem go o coś innego. W ogóle o wszystkim innym mi opowiada, tylko nie o polsko-niemieckim pojednaniu, które odbyło się w tej jego wsi w 1989 roku.

- Ja to bym chciał, żeby socjalizm wrócił. Bo to bezpieczne państwo było. Dwa budynki wystawione i ani grosza kredytu. Wkurwiają mnie te nierówności!

A potem opowiada, że w połowie lat 80. otworzył bar. Sabrina. To od tej biuściastej włoskiej piosenkarki. Że w barze dyskoteki na trzysta osób robił. Że go zamknął pod koniec lat 90., jak zaczęli ćpać i bić się. On też zresztą dostał, o tu, od boksera. Że miał sklep, który zamknął w 2006. Spychacz, koparkę, firmę budowlaną. Że mu zrobili kontrolę skarbową.

Że VAT-u...

- A to polsko-niemieckie pojednanie?

- Zaraz pojednanie. Ja do Niemców nic nie mam. Bo oni ani mnie, ani mojej rodzinie nie zrobili nic złego. Tak samo Ruscy.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej