Pociąg PKP InterCity Warszawa - Berlin. Głośnik podaje, że zbliżamy się do Frankfurtu nad Odrą. Siedzę w przedziale z dwoma Niemcami i dwoma Polakami. Dwóch jest prawdziwych, a dwóch zmyślonych. Polak Michał: - Po pięciu latach pracy na budowie w Niemczech ma się już w głowie takiego zmyślonego Niemca, który każe dopominać się o swoje, a nie pokornie wyrabiać nadgodziny i czapkować szefowi.

Niemiec Johann: - Po czterech latach w niemiecko-polskiej firmie handlowej mam w głowie takiego Polaka, który mi szepcze na przejściu dla pieszych, gdy jest czerwone światło: idź, nic nie jedzie. Czasem dam się szeptowi skusić, choć pocę się jak mysz. Dlaczego się pocę? To jakby łamać dane sobie słowo.

CZYTAJ TEŻ: Karolina Golimowska i Daniel Tkatch - jak zostaliśmy Niemcami



Niemiec nie chce kota

Umówili się na dworcu głównym w Berlinie.

Anna: - Zapytał, gdzie chcę pójść. Odpowiedziałam: "Du bist mein Führer". Zawiesił się na chwilę... Chciałam powiedzieć, że on jest dziś przewodnikiem. Ale u nich nie używa się "Führer" w tym znaczeniu, to kojarzy się z Hitlerem.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej