Mówi Pan o sobie, że jest alkoholikiem. Co to dla Pana znaczy?

Marek (imię zostało zmienione): Że nigdy już nie będę zdrowy. I muszę zrobić wszystko, żeby nie sięgnąć po pierwszy kieliszek, bo on mnie zabije.

A dla Pana, Doktorze, kim jest alkoholik?

Bohdan Woronowicz: To człowiek chory, który nie umiał poradzić sobie z życiowymi trudnościami i zaczął poszukiwać podpórek w alkoholu. Początkowo alkohol przynosił mu ulgę, a z czasem zaczął decydować o tym, jak on ma żyć, co ma czuć.

Od jak dawna zajmuje się Pan Doktor alkoholikami?

B.W.: Około 30 lat.

Jak leczono w latach 70.?

B.W.: Popularne były "rzyganki" czy esperale. "Rzyganki" polegały na wytworzeniu odruchu warunkowego (podawano środek wymiotny, następnie alkohol do wypicia i pacjent wymiotował). Natomiast disulfiram - jako esperal czy anticol - nie był i nie jest "lekiem na alkoholizm", lecz straszakiem. Pacjent boi się reakcji między nim a alkoholem i dlatego nie pije. Wielu pacjentów odlicza dni, kiedy esperal przestanie działać i znowu będą mogli sobie popić. Dopiero w 1975 roku zaczęliśmy robić przymiarki do psychoterapii uzależnienia.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej