Prosto z Kijowa?

- Wróciłem dwa dni temu. A pojechałem tam dlatego, że od momentu, w którym zostałem ogłoszony zwycięzcą konkursu na szefa Ukraińskich Kolei Państwowych, zmienił się rząd na Ukrainie. No a powołanie na szefa największej, bo zatrudniającej 300 tys. ludzi ukraińskiej firmy, to jest decyzja polityczna wymagająca uzgodnienia między partiami. Tak więc po ogłoszeniu mojego zwycięstwa rozpoczęła się cała ta, nazwijmy to, polityczna gra, ale w końcu się udało, choć zbieranie podpisów trwało do ostatnich chwil, na przykład od mera Kijowa, czyli Witalija Kliczki. A potem jeszcze nowy premier, Wołodymyr Hrojsman, musiał to zaakceptować.

Ja pojechałem tam trzy dni temu i najpierw miałem spotkania m.in. z wicepremierem, a potem, na drugi dzień, z premierem, kolejnym wicepremierem oraz ministrem infrastruktury. A potem było już to oficjalne przesłuchanie mnie przez rząd.
Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej