Pamiętają, że PO latami miała ich sprawy gdzieś, środowiska twórcze na przykład. Gdybyście z artystami rozmawiali, zamiast ich odpychać, usłyszelibyście na temat Hanny Gronkiewicz-Waltz bardziej soczyste kawałki niż na waszych miesięcznicach.

Lud KOD-owski - wbrew temu, co sądzicie - nie za bardzo kocha też Petru, nie wierzy w pomysły obniżania podatków i inne neoliberalne bajki, bo klasa średnia zaczyna rozumieć, że nie jest w jej interesie "tanie państwo", sprywatyzowane szpitale i niedofinansowane szkolnictwo.

CZYTAJ TEŻ: Tanie państwo bije w twarz


Środowiska wam nieprzychylne chcą poważnych zmian. Widzą niedomagania państwa z grubsza tam, gdzie wy je widzicie. Nie będą was kochać, nie będą na was głosować, ale mogłyby współpracować przy konkretnych reformach. Nauczyciele przy ograniczeniu szkolnej testomanii, która tresuje nasze dzieci do wyścigu szczurów. Lekarze przy naprawie idiotycznych mechanizmów rynkowych, które prowadzą do niezdrowej konkurencji między szpitalami i gigantycznego marnotrawstwa. Pracodawcy z Lewiatana przy cywilizowaniu śmieciówek, bo nawet im się one przejadły. Prokuratorzy przy naprawie prokuratury, bo działała tak sobie i latami nikt z tym nic nie robił, co opisywała w "Wyborczej" Ewa Siedlecka. Również sędziów wcale nie cieszy, że wymiar sprawiedliwości ma fatalne notowania u obywateli. Gdybyście tych wszystkich środowisk nie walili pałką po głowie, nie nazywali "gorszym sortem", "post-Peerelem" i nie odtrącali, mielibyście dużą część po waszej stronie. Może nie jako wielbicieli czy potakiwaczy, ale jako życzliwych recenzentów.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej