66. urodziny hucznie obchodziłeś.

- Brakuje jednej szóstki i robi się symbol satanistyczny. W związku z tym postanowiłem zaprosić wielu starych przyjaciół. I przy okazji zagrać mój spektakl "Egzorcyzmy. Święte krowy". Doszło potem do tańców, długotrwałego pobytu w teatrze, jak kiedyś... Mnie się zdarzało dawniej, że nie wychodziłem z teatru w ogóle. W latach 90. mieliśmy fajnego księgowego, który przychodził do pracy rano, przekraczał mnie śpiącego na ziemi, mówiąc: "Nie przeszkadzaj sobie".

A na tym zdjęciu ile masz lat? Dołączyłeś je do "Egzorcyzmów".

- Pięć albo sześć.

Flaszkę masz w kieszeni.

- Zaciążyła trochę na moim życiu. To mój pierwszy teatralny występ. Mówię tu: "Ja jestem Kacper Bumba, a moja żona Kunegunda...".

Pamiętasz do dziś?

- "A ksiądz mówi: Et cum spiritus tuum". A ja mówię: "Jak spirytus, to spirytus!". I chwytam za flaszeczkę. I w tym momencie ksiądz kanonik, który siedzi na widowni obok mojego ojca, nachyla się do niego: "Tadziu, chyba tutaj... trochę... przesadził". Ksiądz kanonik grywał z moim ojcem w brydża, skata, pokera.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej