Kacper, Dawid i Klaudia szaleją na sankach. Bliźniacy raz po raz padają z chichotem w śnieg, obrzucają siostrę kulkami. Za konika robi Bogumiła. Zziajana spogląda na zegarek. - Obiad. Wracamy do domu! - woła do dzieci.

Ten "dom" tak jej się czasem wyrywa. - Bo co mam mówić: "Wracajmy do schroniska?".

Sanki zostają na podwórku. Pewnie się dzisiaj przydadzą, bo w schronisku dla bezdomnych kobiet przy ul. Kwietniowej w Łodzi jest przecież jeszcze 23 dzieci. Kacper, Dawid i Klaudia mijają na ganku grupkę kobiet palących w milczeniu papierosy.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej