Taki napis przyklejono do szafki kuchennej w domu niedaleko Sid przy granicy serbsko-chorwackiej. Mieszkałam tam z 20 wolontariuszami czeskiej organizacji pozarządowej People in Need. Przyjeżdżają na kilka dni, tygodni, miesiąc. Na lodówce - grafik dyżurów. Wolontariusze przez całą dobę pomagają uchodźcom, których autokary przywożą spod granicy macedońskiej do nieczynnego motelu przy autostradzie w miejscowości Adasevci. Codziennie koło 2 tysięcy osób czeka tu nawet kilkanaście godzin na podstawienie pociągu do Chorwacji. W ogrzewanym namiocie dostają herbatę, zupę z proszku. W motelu udostępniono im lobby, gdzie można doładować komórki, świetlicę dla dzieci, salę z telewizorem. Jest lekarz, rozdaje leki. Koło motelu stoją rzędy toi toiów i beczkowóz z wodą, ale można nią najwyżej ochlapać twarz i ręce. Na miejscu działa kilka organizacji: Lekarze bez Granic, Czerwony Krzyż, UNHCR, Remar - każda ma inne zadania...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.