Cztery trzony siekiery, pałka, młot. O kaloryfer oparty kij hokejowy. Zamykają za mną drzwi. Włączają "Sonne" Rammsteina. Eins - łapię za szyjkę butelki, ktoś pił półwytrawne. Uderzam nią w kant biurka, niedraśnięta. To jeszcze raz, zaciskam zęby, pęka - tulipan. Krótka ulga. Zwei - talerze, pożółkła porcelana w różowe kwiatki. Rzucam jak frisbee, talerze roztrzaskują się o ścianę, chowam twarz. Drei - telewizor. Chwytam młot.

Szafeczka pod TV, łup

Przed chwilą Krystian Wojewoda zgasił papierosa, pocałował klientkę w policzek, prowadzi mnie na zaplecze. 35 lat, wysoki, barczysty, koczek na czubku głowy. Codziennie obsługuje 15 kobiet, mówią, że najmodniejszy fryzjer w Łodzi.

- Mnie nie obchodzi, czy kogoś to dziwi. Lepiej tak czy przyrżnąć żonie? Dwa lata u psychologów, dwóch naraz, bo jeden sobie nie radził. Kazali mi krzyczeć, żeby wyzwolić negatywne emocje, miałem ćwiczenia, żeby wytrzymać godzinę sam ze sobą. Byłabyś w stanie bez komputera, muzyki, żadnych bodźców? A po sesji w pokoju furii będziesz. W środku można wyciągnąć ciężkie historie. Ja najlepiej wspominam szafeczkę. 30 lat temu były takie: czarny mat pod telewizor, ze szklanymi drzwiczkami, które otwierały się w dół. Gdy bawiłem się w domu piłeczką, to zawsze w te drzwiczki uderzała, magnes puszczał, szybka się tłukła. Wiesz, ile razy ojciec psychol naderwał mi za szafeczkę uszy? Aż ryknąłem, gdy zobaczyłem taką w pokoju. Na ataku furii byłem parę tygodni temu, właścicielka jest moją klientką, zapytała, czy porozwalam jej do reklamy. A ja raptus, ciężki człowiek, nie mam problemu czymś pierdolnąć. Dlatego od lat ćwiczę taekwondo i krav magę, to mnie wycisza. Tego dnia akurat byłem wkurwiony na pracowników, pokłóciłem się z dostawcą kosmetyków. Wiedziałem, po co jadę do pokoju.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej