Śmiech

Jest 2 stycznia. Wracamy przez Rabkę i przez te wszystkie górskie kurorty, a zima jest piękna tego roku. Dochodzi osiemnasta, w domach zapalają się lampy, z kominów bucha dym, z ust para. W oddali widać oświetlone stoki narciarskie, księżyc jest w pełni. Czarny ford z naszą piątką pruje przez lodowate powietrze.

W radiu puścili właśnie "Kryzysową narzeczoną". Kierowca - rześki emeryt o twarzy jak bułeczka - zaczyna podśpiewywać, przechylając się do pilotującej trasę czterdziestolatki o wytatuowanych brwiach i skórze koloru kurczaka z rożna. To nasi szmalcownicy. Za przewóz jednej dziewczyny w ciąży biorą 250 złotych, a za osobę jej towarzyszącą 100. Za nas dostali 600, bo Karolina jedzie jako osoba towarzysząca Oli, a ja jestem sama. Kurczak i Bułeczka noszą czapki mocno naciągnięte na czoła i starają się do nas w...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.