Doktor Arnold Mostowicz wcale nie planował, że tu wróci. Tym bardziej że minęło już 36 lat. Ale zaprosili go na konferencję naukową, więc wsiadł w pociąg.

- Słyszał pan o obozie w Cieplicach? - spytał taksówkarza na dworcu w Jeleniej Górze.

- Wszyscy o tym wiedzą.

Zamiast pojechać do hotelu w centrum, skręcili na przedmieścia.

Między Jelenią Górą a Cieplicami jest zaledwie pięć kilometrów. Kiedy po raz pierwszy pokonywał tę trasę w 1943 roku, zajęło mu to kilka godzin. Mróz sięgał minus 25 stopni. Szedł pieszo, o gołe nogi obijały się drewniaki. Jeszcze jeden kilometr i może by nie doszedł. Nie zdążył sobie tego dokładnie przypomnieć, a kierowca już parkował na Osiedlu "Wojewódzka".

Wysiadł na piaszczystą drogę. Zobaczył pięć jednopiętrowych budynków. Od razu je rozpoznał. Wszedł do "piątki" na piętro i nacisnął dzwonek. Otworzyła kobieta z dzieckiem i zaprosiła go do środka. Wiedziała, o co chodzi.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej