Jej sprawa miała kryptonim "Kioskarka". Bezpieka zdjęła ją z ewidencji już w kwietniu 1981 roku z powodu "zaniechania wrogiej działalności". Dokumenty zniszczono.

To samo z aktami postępowania karnego, choć te zdążyły się po prostu przedawnić.

W książkach jej nie ma. Czasem w jednym-dwóch zdaniach. Przeważnie z przekręconym nazwiskiem.

W filmie fabularnym, jaki kilka lat temu powstał o Lechu Wałęsie, przy jego ramieniu stoi zamiast niej jakiś facet.

Nie wierzyłam, gdy zgodziła się spotkać.

Przede mną siedzi kobieta, która nie istnieje.

Za chlebem

- Ludzie nam mówili: "Ona nie była taka ważna" - kilka tygodni wcześniej opowiada mi Marta Dzido, współautorka filmu "Solidarność według kobiet" (razem z Piotrem Śliwowskim). - "Odpuśćcie sobie", powtarzali. Dla mnie było oczywiste, że postać, która w kluczowym dla powstania "Solidarności" momencie odegrała ważną rolę, zasługuje na to, żeby jej historia nie została zapomniana. Im częściej słyszałam "Nie jedźcie do niej", tym bardziej się nakręcałam. Może komuś ta osoba przeszkadza?
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej