Ma pani piękną kolekcję protez: noga ze szkła, noga lampka, z gładkiego chromu albo taka zagadkowa z głośniczkami i pokrętłami. Która jest ulubiona?

- Żadna. Jako artystka szybko się nudzę. Ciągle myślę o następnej. Zabawa ciałem za pomocą protez to naturalne przedłużenie mody. Moje pochodzą z pracowni Sophie de Oliveiry Baraty. Ona odrzuciła koncepcję protezy jako imitacji natury. Tworzy atrakcyjne gadżety, które przykuwają wzrok i są środkiem na wyrażenie siebie.

Mnie najbardziej podoba się noga szpikulec. Kojarzy mi się z bionicznymi postaciami z komiksów, które mają na przykład hak zamiast dłoni. Nie mamy pewności, czy to jeszcze człowiek, czy... Trochę przerażające.

- Lubię grać na ekstremalnych emocjach. Moda, w moim przekonaniu, dotyka filozofii. W zależności, na którą część ciała położę akcent - czy niebotycznie poszerzę ramiona, czy spiętrzę fryzurę, wyszczuplę talię, wyeksponuję piersi czy też zamienię prawdziwą kończynę na sztuczną, człowiek, który stanie obok mnie, będzie czuł się inaczej. I ja sama będę się czuła zupełnie inaczej.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej