- Ona nie ma języka! - mówi czteroletni Piotruś o siedzącej obok na huśtawce Wiktorii.

- Nie ma języka czy nie mówi po polsku?

- Nie mówi, ale rozumie - uważa pięcioletni Dawid.

Prosimy: - Wika, uśmiechnij się, to będziemy huśtać mocniej.

Mała Ukrainka się rozpromienia. Huśtawka wnosi się wyżej. Wszystkie dzieci to lubią.

- Lecimy na Księżyc! - krzyczy Piotruś.

- Do Terespola! Albo do Warszawy! - przekrzykuje go Adam, pięciolatek z Czeczenii. W Warszawie nigdy nie był, ale słyszał, że jest tam zoo. Adam kilka miesięcy temu z rodzicami i trzema siostrami przyjechał do Polski. Mówi już po polsku, choć jeszcze miesza nasz język z rosyjskim.

W przedszkolu i szkole w Berezówce (30 km od Białej Podlaskiej) Wika i Adam należą do imigranckiej większości. W wiejskiej szkole uczy się 30 Polaków z okolicznych miejscowości (Mokrany, Malowa Góra, Nowosiółki, Dereczanka) oraz 35 cudzoziemców - Ukraińców, Czeczenów, Gruzinów. Wcześniej byli tu już Kurdowie i Ingusze.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej