Ilona: Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham i potrzebuję. Dzisiejszy dzień to będzie koszmar. Jeśli się nie odezwę po południu - nie dzwoń. Już dawno powinnam zamknąć tamte dzieje. Nie potrafię. Zamiast iść do przodu, cofam się wciąż o parę kroków.

Mąż: Kocham cię najbardziej na całym świecie. Chciałbym ci pomóc, tylko powiedz jak.

Ilona: Żebym to wiedziała jak. Czemu to za mną chodzi wciąż i wciąż?

Mąż: Takich rzeczy nie da się zapomnieć.

Ilona: A żyć z tym się da? Dlaczego nie oddali mnie po prostu do domu dziecka i nie pozwolili normalnie żyć? Co Bóg chce osiągnąć, mając mnie na świecie?

Mąż: Ojciec powinien cię chronić, a on cię sprzedał. Trzymał cię, a oni gwałcili.

Ilona: Tato wychodził i wracał, a oni się bawili. Chciałam uciec, biec za nim, ale dostałam parę razy w twarz, szarpali mnie i popychali jak zabawkę. Gdy się obudziłam, wszystko mnie bolało, leżałam rozebrana. Miałam siniaki. Byłam brudna, wtedy myślałam, że to jakiś żel. Na brzuchu, we włosach, w buzi, wszędzie. A tato spał.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej