Na amerykańskim East Central University w mieście Ada w stanie Oklahoma pracował w latach 90. socjolog dr William W. Zellner. Któregoś dnia napomknął podczas wykładu, że nie wierzy w Boga. Kilka dni później jedna z jego studentek w wywiadzie dla lokalnej gazety powiedziała, że właśnie wypisała się z zajęć doktora Zellnera, ponieważ dowiedziała się, iż jest ateistą. Gdy wywiad się ukazał, socjologowi zaczęły się przytrafiać niemiłe sytuacje. Jego sześcioletnia córka straciła koleżanki, a dziewięcioletni syn został zaatakowany przez kolegów z drużyny baseballowej. Przed drzwiami gabinetu ktoś podrzucał listy z pogróżkami - Zellner rozpoznał pismo swoich studentów. W domu odbierał anonimowe telefony od osób, które sugerowały mu opuszczenie miasta. Codziennie też telefonowała starsza kobieta, która czytała na głos wiersze o Jezusie. Kolega z uczelni - także z doktoratem - wysłał mu siedmiostronicowy list, w którym oskarżył go o bycie w jednej lidze z szatanem. Kościół w Ada zaczął sprzedawać znaczki z napisem "Modlę się za doktora Zellnera". Zellner słyszał również, że w czasie nabożeństw wierni modlą się wspólnie, aby Bóg zabrał jego nieszczęsną duszę z tego świata.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej