Martin, jeżeli raz wejdziesz do kasyna, to zawsze wrócisz. Nieważne, czy następnego dnia, za miesiąc czy za rok. To miejsce uzależnia. Pracowałem w jednej z największych sieci kasyn w Polsce przez osiem lat. Początki były bardzo trudne. Po kilku tygodniach chciałem zrezygnować. Byłem przerażony atmosferą. Ludzie przegrywali miliony jednego dnia. Sprzedawali domy lub samochody, by mieć za co grać. Żony płakały przed salą dla VIP-ów, bo chciały powstrzymać mężów przed dalszą grą, ale ochroniarze ich nie wpuszczali, bo nie miały specjalnej karty umożliwiającej wejście na salę.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej