Kupę zrobiłem o godzinie 9.17 przy Rynku Głównym w Jaworznie. Pod placem Świętego Jana, ulicą Farną i Królowej Jadwigi popłynęła na południe miasta.

O godzinie 12.03, po 11 przebytych kilometrach, 2 godzinach i 46 minutach, ładunek, jak mówią na kupę w tutejszych wodociągach, dotarł do oczyszczalni ścieków. Na moim smartfonie wyświetliła się informacja, że zajęli się nią specjaliści. Od razu udostępniłem tę informację na Facebooku, bo aplikacja umożliwia dzielenie się informacjami o swoich odchodach i tworzenie ich historii w systemie, więc o losie mojej kupy natychmiast dowiedzieli się wszyscy znajomi.

"Czy to wypada w ogóle lajkować?" - pytał jeden z nich.

"Ja wspieram Mirka, cokolwiek ROBI! Kupa lajków ode mnie!" - zapewniała druga.

"Kto pierwszy dotrze do oczyszczalni? Czy jesteś wystarczająco szybki?" - to kwestia czasu, jak telewizja zrobi z tego teleturniej albo może realitiszoł" - komentował trzeci.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej