Waseem Hassan, Syryjczyk, od dwóch lat w Polsce

- W kraju byłem dziennikarzem politycznym związanym z opozycją, opisywałem demonstracje. Na początku 2012 roku aresztowano mnie na sześć miesięcy. Gdy mnie wypuszczono, wróciłem do pracy. Ale po miesiącu dostałem wiadomość: "Następnym razem więzienia nie przeżyjesz". Wtedy zdecydowaliśmy z żoną, że się pakujemy. Dlaczego Polska? Bo tu znałem ludzi, którzy pomogli mi na starcie. Obecnie tworzymy z żoną własną agencję informacyjną - Middle East Reviews. Żona lepiej radzi sobie z polskim. Ja i nasz synek - gorzej. Mały ma cztery lata, od września pójdzie do publicznego przedszkola, dostaliśmy już uchodźcze papiery, więc przyjęto nas. Nie ma jeszcze polskich kolegów, język jest barierą. Na szczęście mamy zaprzyjaźnioną rodzinę syryjsko-polską i nasze dzieci bawią się razem.

Czuję już, że mamy w Polsce dom. Spotykamy się z ciepłym i pomocnym przyjęciem ze strony Polaków. Może pomaga to, że my jesteśmy rodziną świecką. Żona nosi się "po europejsku".
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej