Kasia i Michał: Walczymy

W długim korytarzu Sądu Rejonowego Pragi-Północ od razu ich rozpoznałam. Para nastolatków. Ona: 17 lat, różowe legginsy, włosy związane w kitkę. On: 19 lat, chudy, bluza z kapturem.

Siedzieli zagubieni i spięci, czekając na rozprawę. Dzisiaj wszystko miało się rozstrzygnąć. Oprócz mnie i młodej adwokatki na sali rozpraw nie było nikogo.

- Była nas w domu dziewiątka, ja jestem przedostatnia - opowiada Kasia. - Gdy miałam siedem lat, zmarła mama, a ojciec zaczął pić. Kiedy miałam 12 lat, siostra zadzwoniła do kuratora, że chce do domu dziecka. Wzięli nas troje najmłodszych na Białołękę. Było dobrze, gdy byłam w grupie małych dzieci. Ale do szkoły nie bardzo chciałam chodzić, więc wysłali mnie do Młodzieżowego Ośrodka Socjoterapii koło Mińska Mazowieckiego. Nadzór, kamery - uciekałam stamtąd kilka razy, ale zawsze mnie łapali. Michała poznałam przez jego siostrę, gdy na wakacje wróciłam do domu dziecka. Spotykaliśmy się z Michałem, chociaż wychowawcy mi zabraniali. A przecież nawet go nie znali! W czasie tych wakacji zaszłam w ciążę. Miałam 15 lat, a Michał 18. W mojej grupie były inne dziewczyny w ciąży. Ale nikt z wychowawców nie rozmawiał z nami na temat seksu i antykoncepcji.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej