5 maja Mateusz Brodnicki z Witnicy włożył garnitur i białą koszulę. Był zestresowany. Już trzeci raz musiał mierzyć się z maturą z matematyki.

Pierwszy raz oblał ją w maju 2014 roku. Nie udało mu się też kilka miesięcy później, na poprawce w sierpniu. Rodzice i psychologowie zajmujący się Mateuszem uważają, że nie miał szans. - Arkusz maturalny nie był dostosowany do jego możliwości - mówi Krzysztof Brodnicki, ojciec maturzysty.

Takich uczniów jak Mateusz jest w Polsce wielu.

Mateusz: myli znaki, płynnie mówi po angielsku

20-letni Mateusz cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. A to oznacza nie tylko trudności w poruszaniu się, ale również problemy neurologiczne. Ma kłopoty z widzeniem przestrzennym, przekształcaniem wzorów, myli znaki, popełnia błędy przy przepisywaniu zadań. Trudno mu się posługiwać cyrklem czy ekierką. Tego na maturze nie uwzględniano, bo porażenie traktowane było jedynie jako zaburzenie ruchu. Mateusz mógł pisać dłużej, ale zadania dostał te same co inni.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej