Czy na pączkach w Polsce można się dorobić?

- Pewnie można, ale mnie to nigdy specjalnie nie interesowało.

Bo pan twierdzi: najpierw godność, potem zysk. Ekonomiści pana wyśmieją.

- Ekonomiści nie powinni się na temat wypowiadać. Oni się znają na ekonomii, ale najczęściej nie na zarządzaniu i psychologii.

Idealista, mówią?

- Idealizmem utarło się nazywać zasady, które są co prawda słuszne i zbawienne, ale niepraktyczne. A to, co ja staram się promować, to są zasady praktyczne, tylko trudne do wprowadzenia, dla niektórych też i do zrozumienia.

Co stara się pan promować?

- Że praca jest nam potrzebna, bo nadaje sens życiu. Jeżeli tego sensu nie daje, to jest nam tylko potrzebna, żeby zarabiać pieniądze, ale takie życie jest marne.

Dlaczego mówi pan o sensie, a nie o zysku, utrzymaniu się, zarabianiu?

- Bo to najkrótsza droga do tego, aby być z życia zadowolonym, aby być szczęśliwym. Nawet ci, którzy uważają, że pieniądze wszystko załatwią, w gruncie rzeczy chcą mieć te pieniądze, żeby czuć się dobrze, chcą być szczęśliwi. Mało jest skąpców molierowskich, którzy mają pieniądze po to, żeby trzymać je w kufrze. Ale szczęśliwy częściej jest ten, kto ma poczucie sensu, a nie ten, kto ma pieniądze. Bez poczucia sensu ludzie są bogaci, ale nieszczęśliwi.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej