"Jestem patriotą rosyjskim. Pochodzę z Łotwy, z Ludzy. To miasteczko przy granicy z Rosją. Łotwę uważam za swoją małą ojczyznę. Ale niepokoi mnie to, co tam się dzieje. Łotwa i Ukraina są podobne, bo w obu tych państwach panuje etnokratyzm. To reżim, w którym dominujący naród próbuje poniżyć i zgnieść naród drugi, czyli naród rosyjski. Na Łotwie trwa zimna obywatelska wojna, taka jak na Ukrainie kilka lat temu. Nikt nikogo nie bije, ale wszyscy się nie lubią, czasem nienawidzą. Wyjechałem i powiem wam, że tu jest świetnie! Dostaniesz broń, pogoda jest wspaniała, zapewniam, nie będziesz się nudzić. Jeśli masz po dziurki w nosie swojej codzienności i miałkich rodzinnych problemów - jest to idealny powód, by przyjechać i zakosztować innego życia. Bo najlepsze kurorty - to kurorty Donbasu".

Kiedy film z tym nagraniem trafił do sieci, małą Łotwą zawładnęły wielkie emocje. "Najprawdopodobniej rosyjska propaganda próbuje zdestabilizować sytuację w krajach nadbałtyckich" - powiedział Raimonds Vejonis, łotewski minister obrony. "Ci ludzie popełniają przestępstwo. Zaangażowanie obywateli łotewskich w takie konflikty może zagrażać naszemu krajowi w przyszłości" - dodała Kristine Apse-Krumina, rzeczniczka policji bezpieczeństwa.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej