W sierpniu 1990 r. Caroline Kazkaz skończyła dziewięć lat. Wtedy właśnie profesor Jean-Marc Saudubray ze szpitala Neckera w Paryżu zdecydował, że należy przeprowadzić u niej operację trzustki. Powodem było podejrzenie raka tego narządu. Caroline cierpiała na nagłe spadki poziomu cukru w krwi połączone ze stukrotnie podwyższonym poziomem insuliny. Operacja wykazała, że trzustka była całkiem normalna, co wprawiło lekarzy w ogromne zdumienie. Zdumienie to urosło jeszcze bardziej, gdy bezpośrednio po operacji objawy ustąpiły i Caroline w mig doszła do zdrowia. Przecież usunięcie części zdrowej trzustki nie mogło uzdrowić dziecka. Jednak po pierwszej wizycie jej matki - Lilliane - w szpitalu wszystko zaczęło się od nowa. Postanowiono umieścić mała pacjentkę w izolatce, podejrzewając, że to jej własna matka powoduje chorobę. Obawy profesora Saudubray sprawdziły się w stu procentach - dopóki Caroline nie widziała własnej matki, była zdrowa, choroba wracała wraz z nią. Jednak wahań poziomu insuliny i cukru we krwi u córki nie powodował sam widok matki. Okazało się, że Lilliane Kazkaz cierpiała na chorobę psychiczną. W pełni świadoma skutków swego postępowania wstrzykiwała córce duże dawki insuliny. Zakończony we wrześniu proces, w którym 21-letnia dziś Caroline oskarżyła swą matkę i ojczyma o próbę zabójstwa, potwierdził, że środki medyczne zdobywał całkowicie podporządkowany swojej żonie ojczym lekarz.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej