Karolina Oponowicz, Wojciech Mikołuszko: Mileno, nie możemy w to uwierzyć: masz stwardnienie rozsiane, nieuleczalną chorobę, poruszałaś się już na wózku, a teraz przygotowujesz się do przebiegnięcia maratonu?!

- Tak. 26 kwietnia zamierzam przebiec Orlen Warsaw Marathon.

W.M.: Przecież mówi się, że przy SM [skrót od łacińskiej nazwy stwardnienia rozsianego: sclerosis multiplex] przemęczanie się jest bardzo szkodliwe. A maraton to wręcz wycieńczenie.

- A co?! Mam ćwiczyć: rączka w górę, rączka w dół?! Mam 24 lata, zawsze byłam aktywna i nadal chcę uprawiać sport! Od grudnia regularnie przygotowuję się do maratonu.

K.O.: Ale dlaczego od razu maraton? Biegaj trzykilometrówki.

- Trzy kilometry to już dla mnie za mało.

W.M.: To dziesięć!

- Dziesięć przebiegłam w ten weekend. Teraz chciałabym przebiec 42.

W.M.: Naprawdę nie boisz się, że ci to zaszkodzi?

- Właśnie, że nie. Nie, nie, nie! Decyzję podjęłam po przestudiowaniu wielu materiałów z zagranicy na temat sportu osób z SM. Wiem, że skutki mojej pasji mogą być negatywne. Ale wolę zapłacić tę cenę i spełnić marzenie, niż siedzieć w domu i zastanawiać się "co by było, gdyby...".

K.O.: Można się realizować na różne sposoby.

- Ale to bieganie jest czymś, co kocham. Inne rzeczy nie sprawiają mi takiej przyjemności. Próbowałam. Dziergałam szaliki na drutach - zrobienie jednego zajęło mi półtora roku. Ćwiczyłam grę na gitarze i zdecydowanie - nie ten talent. Czytałam mnóstwo książek. I ciągle brakowało mi endorfin. Po prostu wolę podjąć ryzyko. niż zadowalać się półśrodkami.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej