Sprawa Anny: Pojechała nad morze

Anna G. zaginęła 7 lipca 2012 roku. Szczupła, zielone oczy i kręcone włosy. Jej mąż przyszedł na posterunek policji w Czeladzi dwa dni po zaginięciu. Mówił, że się pokłócili. Żona po kłótni spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do dużej walizki na kółkach, zabrała dokumenty i około 23 wyszła z domu. Mąż Anny jest policjantem. Po zgłoszeniu wrócił do domu. Nie szukał żony.

Parę dni później o zaginięciu dowiedzieli się rodzice kobiety. Dzwonili do niej, ale telefon był wyłączony. Przyjechali do Czeladzi. Matka Anny Michalina Kaczyńska tłumaczyła policjantom, że wersja zięcia jest mało prawdopodobna. - Ania ma małą córeczkę, bardzo ją kocha. Ma pracę w ZUS w Sosnowcu. Zawsze była odpowiedzialna. Przecież nie zostawiłaby wszystkiego tak nagle. Późnym wieczorem sąsiedzi byli w domach, usłyszeliby, jak Ania ciągnie za sobą dużą walizkę. A nie było żadnego hałasu - przekonywała.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej