Rozmowa z dr Eriką Preisig, lekarką, która pomaga umrzeć

Czy to pokój, w którym się umiera?

- Tak. Jak pani widzi, pacjent może wybrać, czy chce to zrobić na łóżku, czy w fotelu. Jest też duża kanapa, bo większość osób przyjeżdża do nas z rodziną. To są często trzy pokolenia: dziadkowie, rodzice i dzieci. Dziś rano umarł tu starszy pan z Francji, była przy nim córka z zięciem i dwóch dorosłych wnuków. Przy czym jeden z nich od razu zaznaczył, że nie chce być obecny przy tym ostatnim momencie, i wyszedł na zewnątrz. Rozumiem to i szanuję, bo ludzie czasem boją się patrzeć na śmierć. Boją się, że zobaczą drgawki, rzężenie, że ta osoba będzie cierpieć i to będzie dla nich trudne do zniesienia.

Tak nie jest?

- Wspomagane samobójstwo to jest spokojna, łagodna śmierć. Pacjent dostaje dużą dawkę silnego środka znieczulającego i po prostu zasypia.

I pani mu to podaje?
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej