''Kto żył w tej >>organizacji<<, a ja żyłem tam 60 lat, ten doskonale wie, o czym pisze Robert" - napisał pan po przeczytaniu reportażu Roberta Rienta ''Żadnej krwi'' (DF, nr 37). I dalej: "Dzisiaj jestem poza tym wyznaniem. Założyliśmy stowarzyszenie Wyzwoleni, które pomaga prawnie osobom opuszczającym m.in. wyznanie Świadków Jehowy". Nie można po prostu odejść?

- No właśnie nie można. Spotykaliśmy się najpierw na forum internetowym, parę tysięcy osób jest tam aktywnych, wiele z podobnym doświadczeniem: człowiek, który odchodzi, spotyka się z ostracyzmem. Ludzie tracą rodziny, przyjaciół, często pracę, podejmują próby samobójcze.

Stowarzyszenie zawiązało się formalnie dwa lata temu, wpisaliśmy w celach: pomoc osobom społecznie wykluczonym wychodzącym z sekt i ruchów religijnych. Podkreślam, że nie mamy na celu walki z konkretnymi grupami, ale z krzywdą, jakiej doznają ludzie, którzy próbują je opuścić. Zajmujemy się głównie sprawami Świadków Jehowy, bo spośród wyznań działających w Polsce tam ostracyzm jest najgłębszy, nakazany oficjalnie przez organizację.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej