Zacznijmy od porwania.

- To było uknute z rodzicami.

Na zebraniu im powiedziałem, że chciałbym porwać ich dzieci. Zabrać je w środku tygodnia, z pierwszej lekcji, z klasówki i wrócić dopiero następnego dnia rano, żeby ją dokończyć. A po drodze przeżyć kilka ciekawych przygód.

Proszę państwa, najpierw spotkamy się z prezydentem Warszawy, jest już umówiony. Potem zagramy w paintball, pójdziemy na lekcję historii do mieszkania Boya-Żeleńskiego. Potem zajrzymy na Giełdę Papierów Wartościowych, wdrapiemy się na Kopiec Powstania Warszawskiego, pójdziemy do kina trójwymiarowego, a potem uczniowie spotkają się z państwem, ale jedynie po to, by wziąć śpiwory.

Noc spędzimy na scenie teatru na Starej Pradze, gdzie będziemy mieli warsztaty taneczne i teatralne. Rano śniadanie nad Wisłą, w kawiarni należącej do ojca mojej byłej uczennicy, i wracamy na lekcje.
Pozostało 99% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej