Damian pękł w piątek. Na indywidualnych zajęciach z nauczycielką nagle zaczął mówić o domu. Mnie w piątek nie było, więc nauczycielka zapytała go, czy w poniedziałek powtórzy to wszystko - Sławomira Mentel, szkolna pedagożka, spotyka się ze mną w środku lata w pustej podstawówce w Ostrowie. - W poniedziałek czekał pod pokojem nauczycielskim. Spokojny był. Opowiadał i opowiadał. Przełamał się, bo grozili mu, że wywiozą go do lasu. Spytałam, czy chce wracać do domu. "Nie". Na pewno? "Tak".

Agnieszce, jego siostrze, powiedziałam: "Dowiedzieliśmy się od brata różnych rzeczy. Wiesz, że już dzisiaj nie wrócisz do mamy i taty?". Długo patrzyła przed siebie. A potem tylko zapytała: "A kiedy oddam książki z biblioteki szkolnej, które mam w domu?". Nawet nie wspomniała o rodzicach.

Anna, matka zastępcza: - Po południu dyrektorka zadzwoniła, że opowiadają dziwne historie.

Adam, ojciec zastępczy: - Pojechałem tam. Nikt ze mną nie rozmawiał. Powiedzieli tylko, że policja przesłuchuje Damiana.

Agnieszka ma 13 lat, Damian - 11, Adrian - 10, Weronika - 7.

Chodziło o moją przeszłość

Anna: - Po ślubie zamieszkaliśmy z mężem z moją mamą. My na górze, a na dole ona z dziećmi: trzema chłopcami i dziewczynką. Prowadziła rodzinę zastępczą. Kiedy okazało się, że nie możemy mieć dzieci, postanowiliśmy, że też zostaniemy rodziną zastępczą, a potem te dzieci adoptujemy. Odbył się kurs, przeszliśmy testy, ale zaczęły się problemy.

Adam: - Pracownice socjalne wymyślały: że mamy za krótki staż małżeński, że nie mamy własnych dzieci, w końcu, że nie przeszliśmy testów psychologicznych. Odmówiono nam wydania rekomendacji do założenia rodziny zastępczej, więc złożyliśmy skargę do urzędu wojewódzkiego.

Anna: - Miały nas szkolić dwie trenerki, a szkoliła jedna. To było poważne uchybienie. Mąż napisał pisemko do PRIDE [Programu Informacyjno-Szkoleniowego dla Rodzin Zastępczych i Adopcyjnych].

Adam: - Kontrola wykazała nieprawidłowości w funkcjonowaniu ośrodka. Uznano też, że sporządzono o nas nieobiektywną opinię psychologiczną. Przeprowadzono dwa dodatkowe badania w innym mieście. Chodziło o moją przeszłość kapłańską - jak ona jest odbierana społecznie. I czy jesteśmy w stanie poradzić sobie z dziećmi.

Tomasz Stube, rzecznik Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu, mówi, że rzeczywiście dopatrzono się pewnych uchybień podczas szkolenia, i wydano zalecenia, by wyeliminować niedociągnięcia w przyszłości. Uważa jednak, że trudno było jednoznacznie ustosunkować się do racji obu stron. Ponieważ były wątpliwości co do powodów odmówienia rekomendacji, poproszono o opinię wojewódzkiego konsultanta ds. psychologii i opinię Ośrodka Adopcyjno-Opiekuńczego w Lesznie (obie były pozytywne). - Ostateczną opinię wydać miało Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Ostrowie po ocenie wzajemnych relacji pomiędzy kandydatami i dziećmi - mówi Stube.

Adopcyjna matka nie daje rady : Kto kocha najbardziej na świecie?



Się onanizował

Anna: - Dzień po śmierci mamy przyszła do nas sędzia z pracownicą Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie z prośbą, byśmy zajęli się tymi dziećmi, bo były z nami zżyte. To wtedy w końcu zaproponowali nam wydanie certyfikatu. Dzieci było czworo. Zdecydowaliśmy się tylko na dwoje: - przyrodnie rodzeństwo: Agnieszka, lat 4, i Paweł, lat 11. Niespokrewnioną z nimi dwójką miał się zająć mój ojczym. Ale potem wyjechał za granicę, a dzieci zostawił.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej