Babcia: - Jak syn zmarł, powiedziałam: "A może my te krowy sprzedamy?". Jak ona się zdenerwowała! "Babcia, ja niczego po tacie nie zmarnuję!".

Sąsiad: - Pytałem niedawno Klaudię, czy jej nie za ciężko, powiedziała: "Ja lubię robić".

Babcia: - Szybko jej szło. Podoiła krowy, potem w pół godziny brała prysznic i ubierała się, ale zawsze wystrojona, wyglancowana, włosy zrobione. I na ósmą jechała do szkoły.

Wujek Józef: - W oborze rękę nieraz w gówno się włoży, a ona zawsze paznokcie wymalowane. Jak ostatnio cofała z przyczepą zboża do stodoły, to rolnicy byli w szoku. Była dumna, że jest najmłodszym dostawcą mleka w okolicy.

Krewni: - Chciała udowodnić wszystkim, że sobie poradzi.

Wypadek

Babcia: - Ludzie uczynne są, sama Klaudia by gnoju nie wywiezła. Pomagali, nawet obce ludzie. Jak syn leżał dwa miesiące na OIOM-ie, to sami obrabiali nasze pole, nikt nie chciał za paliwo.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej