Gorgonowa od nowa. Winna czy nie?:
Ta, która chciała być panią
Mowa obrończa Michała Olechnowicza


Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa? Zdaje się, że więzienie... Może sierociniec... Sceny zapamiętane z więzienia są takie: zakonnica prowadzi malutką dziewczynkę do celi na widzenie z matką. Klucz w zamku zgrzyta metalicznie, drzwi są ciężkie. Dziewczynka jest naprawdę mała, ma pięć, może sześć lat.

- Tak bardzo chciałam, żeby mnie przytuliła - mówi 82-letnia dziś Ewa Ilić. - Ale nie umiała. Była, jakby ktoś ją mrozem ściął i zamienił w żywą rzeźbę. Patrzyła mi w oczy. Długo, z rozdzierającym smutkiem. I na pewno z miłością, bo przecież matka kocha dziecko... Dobrze pamiętam to spojrzenie.

Siedzimy w mieszkaniu na drugim piętrze, w starej, dość zaniedbanej kamienicy. Na ścianie, ponad telewizorem, wisi zdjęcie matki. Atrakcyjna kobieta z połowy lat 20. ubiegłego wieku: lekko uśmiechnięta, w jasnej sukience. W rękach kwiaty, na szyi coś jak sznur małych pereł.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej