Krzysztof zaczął pochopnie. Najpierw obiecał, że pracownicy banku zrobią w Centrum Doskonalenia Nauczycieli szkolenie z przedsiębiorczości. A potem się zorientował, że nikt z 5 tysięcy bankowców nie ma ochoty go poprowadzić. Zadzwonił do przyjaciela: "Artur, ja cię błagam, pójdź w sobotę i przeszkol ich". Przyjaciel próbował się wymigać: "O Jezu, żona mnie zabije!". "Trudno. Zrób to dla mnie" - nalegał Krzysztof i tym sposobem zrekrutował pierwszego wolontariusza banku Citi Handlowy. Musiał się jednak przyznać do porażki.

Spróbował inaczej. Tym razem obiecał fundacji Dr Clown, że bankowcy będą w szpitalach rozweselać chore dzieci. Zgłosiło się pięć osób. "Nieźle" - pomyślał Krzysztof. Spotkanie z ciężko chorymi dziećmi było jednak dla pracowników banku takim przeżyciem, że po pierwszej wizycie więcej wolontariuszami być nie chcieli. Wtedy Krzysztof postanowił pomyśleć.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej