Ofiary składnie opowiadają o dzieciństwie, o miasteczkach, w których wyrastały, o parafii, o ministranturze, o księżach, którzy cieszyli się autorytetem i których darzyli zaufaniem. Aż do momentu, gdy rozmowa zbliża się do szczegółów. Nagle słowa zahaczają o niewidzialny próg, jakby nie chciały opuszczać ciała, aby nie zdradzić tego, co to ciało przeżywało, gdy dotknął go ksiądz.

Darek jest wśród tych nielicznych, którzy nie drżą. To nie oznacza, że się nie denerwuje. Denerwuje się, i to coraz bardziej, odkąd podjął decyzję, aby ujawnić swoją historię.

- Kościół nie wyraża żadnej skruchy ani współczucia.

Skontaktował się z Fundacją "Nie lękajcie się", która zajmuje się molestowaniem małoletnich w Kościele.

- Pisałem i dzwoniłem do biskupa, mówiąc mu o tym, co się stało. A z czym się spotykam? Po prostu z zupełnym lekceważeniem. Śmianiem się w twarz. Gdy słyszałem, jak to inni mówili, to nie do końca wierzyłem, ale teraz sam tego doświadczam.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej