Fakty, od których zagranicznych producentów powozów konnych boli głowa:

- 95 procent bryczek produkuje się w Polsce,

- przez Polaków światowy gigant w branży, firma Kühnle Kutschenmanufaktur z Niemiec, cienko przędzie, a z 80 pracowników zostało czterech,

- największa firma na świecie, z której wyjeżdża tysiąc wozów rocznie, znajduje się pod Gostyniem w Wielkopolsce,

- bryczkami z Gostynia (tu powstaje 99 proc. polskiej produkcji) obwozi się turystów w Rzymie, Wiedniu i Krakowie. Jeździł nimi George Bush senior i królowa Danii. Rosyjscy oligarchowie kupowali je na prezenty dla kontrahentów. Sułtan z Omanu z okazji swoich urodzin zamówił 40 bryczek do wielbłądów, a także specjalne bryczki do ciągnięcia przez 40 koni.

Polowiec dla Göringa

W latach 60. Walenty Kołak, rocznik 1909, obiecuje sobie, że będzie prowadzić warsztat, dopóki nie wyda córek za mąż. Obie urodziły się, kiedy miał ponad 40 lat. Pracować musi jeszcze po siedemdziesiątce.

Przed II wojną światową jest podkuwaczem koni w wojsku, potem kowalem w Gostyniu. W czasie wojny buduje powozy do rozwożenia chleba. A w 1956 roku w Krobi pod Gostyniem zakłada własny warsztat.

O pięć lat starszy Jan Andrzejewski zakład w Gostyniu otwiera już w 1926 roku. Wcześniej jest kołodziejem u Niemca - gdy ten plajtuje, kupuje od niego kamienicę z zakładem kołodziejskim. Andrzejewski potrafi zrobić wszystko, co z drewna: dyszle, skrzynie, koła. Konstruuje też bryczki. Dla hrabiów albo bogatych gospodarzy. W czasie wojny zakład przejmują Niemcy i Andrzejewski na ich zlecenie robi m.in. polowiec dla Göringa.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej