Dwa lata temu portal Creditcards.com przeprowadził analizę, z której wynika, że zrozumienie przeciętnej umowy na kartę kredytową w USA wymaga poziomu ucznia po 12 latach edukacji, tymczasem statystyczny dorosły Amerykanin czyta na poziomie ucznia z dziewiątej klasy. Dlatego szacuje się, że około 80 proc. Amerykanów nie rozumie umów na swoje karty kredytowe. Najrozwleklejsza z 1200 umów przebadanych przez Creditcards.com, oferowana przez Fifth Third Bancorp, była cztery razy dłuższa niż konstytucja USA.

Dopiero dwa lata temu - na mocy tzw. ustawy Franka-Dodda, która ma zapobiec powtórce krachu finansowego - powstał federalny Urząd Ochrony Finansowej Konsumenta. Ma on za zadanie m.in. pilnować przejrzystości umów.

Drugi popularny rodzaj umowy, którą zawiera większość Amerykanów, to polisa zdrowotna. Tutaj jest jeszcze gorzej - polisy są skomplikowane same w sobie, zawierają wiele parametrów, które niby łatwo zrozumieć z osobna, jak np. minimalny udział własny, maksymalny roczny koszt własny itd., ale ciężko ogarnąć wszystkie naraz, szczególnie jeśli jest ich kilkanaście lub kilkadziesiąt. Dlatego porównywanie ofert poszczególnych firm ubezpieczeniowych jest trudne. Co gorsza, ubezpieczyciele notorycznie wpisywali do umów kruczki, które potem wykorzystywali, żeby wymigać się od pokrywania kosztów w przypadku ciężkiej choroby klienta. Co roku w USA bankrutuje z powodu rachunków medycznych prawie milion ludzi, ale - co jeszcze bardziej przerażające - większość z nich to osoby, które miały polisę.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej