Byliście razem przy porodzie Mateusza?

Marta: Przy cesarce nie wolno było nam wejść, czekaliśmy z Leszkiem przed salą, w asyście wszystkich babć, które strasznie się denerwowały. Wreszcie wywożą Mateusza w inkubatorze, takiego malutkiego, że prawie go nie widać. Idziemy za inkubatorem. Czy możemy go zobaczyć, pytamy lekarza. A on mówi: "Tylko ojciec". Nie ma tego w regulaminie, ale tak powiedział. A co ze mną, pytam, jestem partnerką, zawarłyśmy z Anną Strzałkowską związek w Wielkiej Brytanii. Na co lekarz, że te śluby chyba nie są ważne w Polsce. Więc go proszę, by chociaż powiedział, czy z dzieckiem wszystko dobrze, a on: "Nie widzę pani upoważnienia". I wszedł do windy.

Leszek: Mnie zignorował całkowicie.

Marta: Miałam upoważnienie na dowiadywanie się o stan zdrowia Ani, myślałam, że to obejmuje też dziecko.

Anna: W tym samym czasie przysłali do mnie położną, która zapytała, kogo chcę upoważnić do odwiedzania Mateusza. Mówię, że Leszka i Martę, a ona, że poza mną może być tylko jedna osoba, ojciec. Tłumaczę, że obecność Marty jest ważna, bo będzie ze mną wychowywać Mateusza, a ona na to: "To pani nie chce widzieć swojego syna?". Dobrze, to ja go nie zobaczę, mówię, bo nie wierzę, że ona może to przyjąć, byłam zresztą półprzytomna. Ale pani zapisuje w formularzu, że upoważniam Leszka i Martę, siebie - nie. Zaczęłam ją błagać, ale nie ustąpiła. Mateusza widziałam tylko zdjęcia, które Marta i Leszek robili mu komóreczką.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej