A w ryj chcesz? - pyta i podwija rękawy. Odpowiedź narzuca się sama. Zerkam na mojego psa. Zwykle zaczepia wszystkie kundle na osiedlu, nie odpuszcza biegaczom, dzieciom, rowerzystom i staruszkom. Teraz jednak, zamiast rzucić mu się do gardła, zaczyna się do niego łasić.

- No chcesz? - tamten ponawia propozycję i rzuca rower - przejdzie ci przypierdalanie się do ciężkiej pracy innych. Zdejm okulary, frajerze, to pogadamy!

Dwa lata wcześniej: Ujawniają się miejscy partyzanci

W październiku 2011 roku nie wytrzymał Damian Wojna, właściciel firmy cateringowej, człowiek czynu.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej