Mówiła o sobie Prügelknabe, otloukánek. Chłopiec do bicia, popychadło. Traktowała siebie jak służącego, którego bito za przewinienia popełnione przez pańskie dziecko. Na feudalnych dworach na Prügelknabe władcy odreagowywali gniew. Miała to wyrażenie usłyszeć z ust znajomego jej ojca, kiedy w dzieciństwie na wszystko się skarżyła.

"Proszę, żebyście przyjęli ten list jako dokument. Oto moja spowiedź. Ja, Olga Hepnarová, ofiara waszego bestialstwa, skazuję was na karę śmierci przez przejechanie, a ogłaszam, że za moje życie jest X ludzi mało...".

Praga, 10 lipca 1973, 13.45. 22-letnia Olga Hepnarová wjechała wypożyczoną ciężarówką w ludzi stojących na przystanku tramwajowym na praskich Holešovicach. Trzy osoby zginęły na miejscu, następnych pięć zmarło w wyniku obrażeń. 12 zostało rannych.

Nie próbowała uciekać z miejsca masakry. Siedziała spokojnie w aucie, bez żadnych emocji. Funkcjonariuszowi, który pierwszy dotarł na miejsce, powiedziała, że zrobiła to umyślnie. Miała przy sobie przygotowane rzeczy na zmianę i zapas papierosów.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej