Mezalians

Sunil Bajracharya i Pembuti Sherpa. On: 45 lat, przewodnik turystyczny. Ona: 43 lata, nigdy nie pracowała, zajmuje się domem

Ich syn Suman Bajracharya ma 19 lat, jest uczniem szkoły średniej.

- Uciekłam z wioski, jak miałam 16 lat. Uciekłam przed głodem, biedą, ciężką pracą na tarasowych polach, samotnością, zimnem. Do miasta - do Katmandu, do łatwiejszego życia. I w pewnym sensie mnie nie zawiodło - Pembuti mówi po nepalsku, Sunil tłumaczy na angielski.

Jest Szerpijką. Pochodzi z wioski Tashi Gaun (2800 m n.p.m.), na południe od Makalu (8463 m), piątego najwyższego szczytu świata.

- Trzy miesiące się przygotowywałam. Gromadziłam prowiant, wykradałam pieniądze. Mama nie pozwoliłaby mi odejść. Siedem dni boso szłam w dół, do drogi. Potem 18 godzin autobusem do Katmandu. Nigdy więcej nie wróciłam na wieś.

Siedzimy w ogrodzie jednej z licznych restauracji Thamel, dzielnicy Katmandu. Wokół pełno kwiatów, muzykę zagłusza fontanna. Pływają w niej kaczki. Pijemy kawę. Sunil i Pembuti są ze sobą od 25 lat. Mają inne rysy, jej skośne oczy zdradzają tybetańskie pochodzenie, mimo to są do siebie podobni.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej