1. Pewnego wieczoru odebrałem maila, w którym nieznany mi nadawca (dalej będę nazywał go N.) prosi, żebym przeczytał jeden stary reportaż.


Napisany 31 lat temu. Załącza skan z popularnego wtedy tygodnika. "Jeśli przeczyta pan ten tekst i zostawi on w panu jakiś ślad - podpowiem, co ma pan robić dalej".

Przeczytałem może jedną trzecią. Ten reportaż nie mógł zostawić śladu. "Ślad" ma w swoim brzmieniu coś lekkiego, powiedziałbym - zmywalnego.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej